Bang na celowniku recenzja niezależna 2025
Filmy - niezależne recenzje filmowe

Bang Na celowniku 2025 recenzja – morderca bez serca, który zmienia się w…

Bang – Na celowniku 2025 to dynamiczny film akcji, który obejrzysz od początku do końca, ale więcej do niego nie wrócisz. Czyli – film w zasadzie spełnia swoją rolę, zapewniając kilkadziesiąt minut nieskomplikowanej rozrywki. Kino akcji nie jest po to, żeby potem o nim godzinami rozmyślać. Choć są takie filmy, do których chce się wracać wiele razy, jak Raid.

Przemiana mordercy w innowiercę

Nasz główny bohater w 100 – procentach pasuje do głównej roli gwiazdy filmu akcji. Ma szerokie bary, kwadratową szczękę, mało mówi, dużo robi. Jak dobry Indianin. Pracuje chłopina w ogromnym sklepie z pamiątkami i innym chłamem dla turystów, który jest tak naprawdę siedzibą gangu, wydającego wyroki śmierci na prawo i na lewo.

Masz zabić tego gościa, tu masz dane naszego celu. Nasz bohater patrzy spode łba, przyjmuje zlecenie, potem pozbawia delikwenta życia, przynosi dowód w postaci zdjęcia. Odbiera kasę i o nic nie pyta. Pracownik doskonały, stawiany za wzór innym. Szef go lubi, syn szefa nie lubi i podejrzewa o różne rzeczy, ale za to szanuje.

A nasz morderca bez serca drałuje do domu, który znajduje się w jakiejś obrzydłej dzielnicy tajskiego miasta, chowa kasę, chowa broń i pędzi do swojej przyjaciółki – prostytutki, z którą uwielbia się kochać w wielkim młyńskim kole.

To prawda, że zarówno nasz morderca, jak i jego szefostwo w żaden sposób nie rzucają się w oczy w azjatyckim kraju, wyglądając jak wielkie limuzyny, poruszające się pośród setek Cinquecento. Ale to szczegół. Najlepsze dopiero przed nami.

W każdym razie nasz bohater ubija w dużych ilościach, z zimną krwią i gdyby nie zdarzyło się coś paskudnego, to pewnie wystrzelałby połowę Bangkoku. Ale… Tu nadchodzi coś, co Was, moi drodzy, zaskoczy.

Morderca bez serca dostał w serce…

Pewnego dnia jakiś wkurzony jegomość strzela naszemu bohaterowi w serce. I nasz kwadratowoszczęki ląduje w szpitalu. Szef naszego mordercy bez serca nie pozostawia najlepszego pracownika bez pomocy. Nasz małomówny, zimny drań, dostaje nowe serce, od mężczyzny, który zginął w wypadku. I w tym momencie, moi drodzy, kino akcji zaczyna zmieniać się w szorstki melodramat.

Bo oto nasz kwadratowoszczęki doznaje przemiany. Wszystko dzięki przeszczepionemu sercu. Spotyka też (to dopiero zaskakujące) żonę dawcy serca, piękną Tajkę, która została sama z dzieckiem. I znów, jak to w Harlequinach, los skrzyżował drogi delikatnej, niewinnej istoty z dzieckiem, o urodzie anioła i złego, kwadratowoszczękiego bohatera, który nagle, dzięki wszczepionemu sercu, dostrzegł piękno tego świata. Moja ŚP ciotka Barbara powiedziałaby, że po prostu (uwaga, brzydkie słowo) „oc*ujał”. Koniec cytatu.

Jestem pewien, że w tym momencie film mógłby się skończyć, a niejedna samotna dama z korporacji, spędzająca życie z kotem, uprawiałaby samogwałt po wypiciu butelki wina, marząc o tym, że taki okrutnik pojawi się w jej życiu, a ona będzie się opierać i mówić, że nie chce, a ten drań oknem wejdzie i udowodni, że chce.

Ale nie!

Wielka przemiana bohatera – gdyby to była powieść, typowa nauczycielka języka polskiego dostałaby orgazmu

Otóż nasz morderca z jednej strony zmienia się w aniołka, który chciałby ożenić się z owdowiałą Tajką i mieć z nią kolejne pięcioro dzieci (bo jedno ta piękna kobieta już ma), ale z drugiej nie chciałby pracować w tajskiej Biedronce czy innym Lidlu (nie znam sklepów w Tajlandii, byłem tylko w Indonezji i Singapurze) i robi to, co potrafi. Czyli dalej bierze zlecenia, zabija i dostarcza dowody.

A za zarobioną kasę kupuje wielki kompleks na przedmieściach miasta.

Jeśli już skazaliście naszego strzelca – mordercę na potępienie, to nie róbcie tego. Okazuje się bowiem, że on tylko markuje ślady morderstwa i bierze kasę, a wszyscy Ci, których miał zastrzelić, mieszkają sobie w tym wielkim kompleksie, jak jedna, zgodna rodzina.

Mnóstwo w tym filmie uproszczeń, wariactw i cymbalstw. Dlatego nie myślcie za dużo. To nie jest film do myślenia. To jest film do rozrywki po 8 godzinach w pracy. Wiele się dzieje, rozrywka jest, a po zakończeniu filmu dojdziecie do wniosku, że fajnie było, ale więcej tego oglądać nie będziecie.

Reżyser: Wych Kaosayananda

Scenariusz: Peter M. LenkovKen Solarz

W rolach głównych:  Jack Kesy, Peter Weller, Marie Broenner

Michał Lisiak Blog
Privacy Overview

This website uses cookies so that we can provide you with the best user experience possible. Cookie information is stored in your browser and performs functions such as recognising you when you return to our website and helping our team to understand which sections of the website you find most interesting and useful.