Krytyka nieskatalogowana Kuchnia i przysmaki z całego świata

Pizza z owocami – wyjątkowe obrzydlistwo

Czy pizza z owocami jest dobra? Jest tak samo dobra, jak owoce z żółtym serem, chociaż… Wcześniej opisywałem indonezyjski przysmak, jakim jest słodka bułka z czekoladą i serem topionym. W ostatnim czasie w sklepach pojawiły się pizze z owocami. To po prostu słodkie ciasto z owocami, które ma kształt pizzy. Można powiedzieć, że jest to rodzaj tarty. W moim przypadku, pierwsze spotkanie z pizzą z owocami było tragiczne. Tak tragiczne, że do dziś je wspominam.

Pizza z owocami, czyli brutalny atak na kubki smakowe dwóch rodzimych smakoszy

Pierwszy i ostatni raz spotkałem się z pizzą z owocami ponad ćwierć wieku temu. Spotkanie to było tak gwałtowne i brutalne, że do dziś je pamiętam tak, jakby to było wczoraj.

Pewnego dnia, razem z najlepszym przyjacielem postanowiliśmy przetestować nową pizzerię, jaka została otwarta w mieście. Dzień był paskudny, a my wówczas niezmotoryzowani. W związku z tym postanowiliśmy dorzucić jeszcze 2 złote do ciężko uzbieranej sumki i zamówić pizzę z dowozem.

Jaką? Jaką pizzę bierzemy? Z owocami morza!

Dziś wszyscy są już przyzwyczajeni do tego, że owoce morza można bez problemu kupić w niemal każdym supermarkecie. Większość osób też je spróbowała, odczuwając przyjemność z gryzienia lekko gumowatych morskich stworków (zazwyczaj są gumowate, kiedy się przegapi moment, gdy trzeba przestać je gotować lub smażyć) albo raz na zawsze odrzucając chęć ich ponownego spróbowania. Różnie to bywało.

W tamtych czasach była to nowość. Nic zatem dziwnego, że mieliśmy ochotę jej skosztować… Wcześniej byliśmy niepoprawnymi fanami dwóch rodzajów pizzy z lokalnej pizzerii, która mieściła się obok Urzędu Miasta i nosiła nazwę Trio.

Pierwsza była cudownie obłożona autentycznymi kawałkami tuńczyka z wielkiej puszki, z gotowaną cebulką i pieczarkami. Druga pizza była nieco inna, ale równie pyszna. Zamiast tuńczyka, głównym elementem był tu bekon i co ciekawe, prawdziwy bekon z paseczkiem tłuszczu, w towarzystwie pieczarek i cebulki. Całość robiła oszałamiające wrażenie w połączeniu z pysznym sosem czosnkowym. Sekretem jego smaku i ciekawej konsystencji był dodatek oregano oraz serka homogenizowanego.

Tak na marginesie, kiedy zmienił się właściciel, a może kiedy zapragnęli oszczędzać i więcej zarobić, to tuńczyk w kawałkach został zamieniony na najtańszą puszkową mielonkę, a bekon z drugiej pizzy z kolei został zamieniony na wyrób mielony, bardzo mocno mielony o smaku, który możesz rozszyfrować dopiero wtedy, gdy przeczytasz na etykiecie, co to jest i co ma naśladować.

W każdym razie jako wybitnych smakoszy i początkujących (wówczas) krytyków kulinarnych, ciągnęło nas ku nowym doznaniom smakowym. Pragnęliśmy wypłynąć z zatęchłego, małego ośrodka, który jako żywo przypominał Hiroszimę zaraz po wybuchu wojny atomowej, na wielkie fale oceanu, próbować, krytykować i wskazywać drogę oraz cel…

W każdym razie tego dnia dzwoniliśmy do pizzerii i zamawialiśmy pizzę z owocami morza. Dużą. Miała kosztować 14 złotych. Tak, takie były piękne ceny wówczas. Dwa sosy gratis. Tylko dzisiaj ktoś wmówił różnej maści dziwakom, że za kawałek placka z najtańszych składników (woda, mąka pszenna, drożdże, odrobina cukru i soli), obłożonego oszczędnie wyrobem seropodobnym, trzeba płacić 60 złotych…

Głos w słuchawce, przyjmujący zamówienia, mocno się zdziwił.

– Z owocami?

– Tak, z owocami morza.

– A jakie owoce pan chce?

– Cóż, nie wiem, jakie macie.

Wstyd było się przyznać, że doprawdy nie znałem wówczas rodzajów owoców morza, a nie chciałem wyjść na impertynenckiego chama z zapyziałego, małego ośrodka, który co prawda aspirował do klasy średniej, ale owoce morza widział tylko na obrazku. Wiedziałem, że były tam małże, krewetki, ale nazw reszty stworów nie znałem. Trudno zatem było brnąć w nieznany temat i wyjść na idiotę.

– Dobrze – odpowiedział głos w słuchawce.

Dwadzieścia minut później przed blokiem zatrzymało się mocno zjeżdżone białe Punto, z wstawionymi drzwiami tylnymi w innym kolorze (może to była jakaś demonstracja, performens, tego nie wiem, a szkoda, bo na sztukę jestem ogromnie czuły), a dostawca pędził w kierunku drzwi domofonu.

Pizza z owocami morza – wielkie rozczarowanie. Bo to była pizza z owocami…

Niestety, już po odebraniu od dostawcy pizzy poczuliśmy pierwsze rozczarowanie. Prawidłowo przyrządzona pizza powinna rozsiewać wokół siebie woń świeżo upieczonego ciasta, oregano, bazylii, roztopionego sera i dodatków. A tu… Zapach był wyjątkowo dziwny, żeby nie powiedzieć, mdły.

Po otwarciu pudełka okazało się, że przyczyna leży w obłożeniu włoskiego przysmaku. Bo zamiast owoców morza były na nim owoce. Takie, jakie mieli pod ręką.

Banan, pokrojone jabłko i nieco ananasa…

Pizza z ananasem wywołuje w niektórych osobach odruch wymiotny, ale da się ją zjeść. Tymczasem nasza pizza była posypana jabłkami, bananami i ananasami.

Jabłka było lekko upieczone, zatem dało się je zdjąć bez większych szkód. Ananasy także. Najgorsza sytuacja była z bananami. Pod nimi powstają słodkie błoto, z wytopionego soku z banana, który zmieszał się z serem. Wpadliśmy na genialny sposób i dokonaliśmy wykopów, jak na placu budowy, usuwając to, co było pod bananem.

Dopiero wtedy pizzę dało się zjeść, choć przyjemności w tym nie było żadnej. Nadal czuć ją było pieczonym jabłkiem i zduszonym, słodkawym zapachem banana. Żeby to choć było banany plantany, z których robi się frytki. A gdzie tam, typowe, południowoamerykańskie, słodkie, żółte banany.

Cóż…

Sos czosnkowy z tej pizzerii rozszyfrowaliśmy od razu. Był to rozwodniony sos czosnkowy, kupiony w sklepie Leader Price, dyskoncie, popularnie zwanym szajs market. Z pizzerii do sklepu było 500 metrów, zatem nic dziwnego. Więcej z tej pizzerii nic nie zamówiliśmy. Kilka lat później upadła. I dobrze. Jednak zawsze wspominam tę pizzę, kiedy przejeżdżam obok dawnej siedziby pizzerii.

Pizza z bigosem

Była też kiedyś inna sieć, która się nazywała Biesiadowo. Może dalej działa. Ci z kolei wpadli na pomysł serwowania pizzy z bigosem. Cóż… Połączenie kuchni góralskiej z pizzą to było bardzo ryzykowne posunięcie. W ich przypadku polegało ono na poprzekręcaniu standardowych nazw pizzy na wiejsko – góralskie. Była zatem pizza z minchem (z mięsem), „z drzewa spadło nasze jadło” i inne słowne wygibusy, których naprawdę szkoda wspominać…

Dlaczego nie ma oryginalnych zdjęć? Dlaczego nie ma zdjęcia pizzy z owocami? Drogie dzieci, wówczas ludzie nie mieli jeszcze telefonów z aparatami fotograficznymi. Ale za to potrafili się zachować przy stole. To znaczy, nie siedzieli z twarzami utkwionymi w internecie, lekceważąc wszystko wokół siebie.

Opowieść powyższa jest prawdziwa, jak prawdziwe jest to, że woda jest mokra, a sól słona. Pizzeria znajdowała się w Zgierzu na ul. Długiej, a jej nazwa to bodajże Inpasto.

– > Powrót na stronę główną
– > O mnie
– > Podróże małe i duże
– > Filmy – niezależne recenzje filmowe
– > Kuchnia i przysmaki z całego świata
– > Muzyka
– > Humor
– > Polityka
– > Społeczeństwo
– > Wojsko i obronność
– > Technika i technologia
– > Krytyka nieskatalogowana
– > Krytyka konsumencka – oceny produktów
– > Darmowe książki
– > Motoryzacja – Magazyn Motoryzacyjny Motorewia -> ClubOtomotifID
– > Moje konto YouTube
– > Moje konto Facebook
– > Moje konto X / Twitter
– > Moje konto TikTok PL – > Konto na TikTok ID
– > Powrót na stronę główną

Michał Lisiak Blog
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.